Najtańsza pełna klatka! – profesjonalna lustrzanka za 50zł!

Znalazł jeden prosty sposób na zakup profesjonalnej lustrzanki za kilka złotych! Sklepy z aparatami go nienawidzą!!! Sprawdź jak!!!!! – na pewno kojarzycie te chamskie reklamy, które swego czasu wyświetlały się w internecie… i może teraz pomyślisz, że ten tytuł to tylko clickbajt – ale to nieprawda. Dziś chcę Ci jednak pokazać, że fotografia nie musi być wcale taka droga jak się wydaje i można kupić fantastyczny pełnoklatkowy aparat w cenie budżetowego tostera. Pewnie mi nie uwierzysz, ale zaraz pokażę Ci, że jest to jak najbardziej możliwe!

Co może jeszcze ważniejsze – aparatów tego typu naprawdę używają i używali mistrzowie fotografii. Zainteresowany? Mam nadzieję, że tak! Do dzieła!

Co to pełna klatka?

O tym czym jest pełna klatka i czym różni się od niepełnej klatki pisałem już w osobnym wpisie (który przeczytasz o tutaj: link). Polecam Ci przeczytanie tamtego artykułu i później powrót do tego. Będzie nam po prostu łatwiej rozmawiać. Jeśli nie masz jednak ochoty na czytanie tamtego wpisu to mówiąc bardzo skrótowo – jest to aparat o określonej wielkości matrycy (36x24mm), czy też powierzchni światłoczułej.

Przez ostatnie lata “pełna klatka” stała się też synonimem aparatu dla profesjonalisty, dlatego też wielu fotografów marzy o lustrzance z takim sensorem. Szczególnie wśród amatorów marzenie o posiadaniu takiego aparatu jest dość silne. Duża matryca ma swoje zalety, jednak nie jest też pozbawiona wad (ale myślę, że i temu zagadnieniu poświęcę osobny artykuł – więc pamiętaj, żeby zostawić lajka na facebooku i być na bieżąco). Jedną z wad jest niewątpliwie cena – bo w większości przypadków ten już mistyczny Full Frame jest po prostu dużo droższy. Właśnie to powstrzymuje wielu entuzjastów przed zakupem lustrzanki tego typu. No, ale napisałem, że da się ją kupić za 50zł (a nawet i mniej) i pewnie teraz zastanawiasz się, jak i gdzie możesz dorwać taką okazję?! Już wyjaśniam!

Profesjonalna lustrzanka za grosze

Wracając do głównego wątku – pewnie zastanawiasz się, gdzie jest haczyk? No, bo jak to tak, że aparat dla profesjonalistów ma kosztować tyle, co wyjście na dobrą pizzę z lemoniadą. Masz dobre przeczucie, bo jest pewien drobny haczyk… Chodzi o to, że to nie aparat cyfrowy, a analogowy – czyli taki na film (popularnie nazywany kliszą*). Nie znajdziesz więc w nim kart pamięci, ekranu, na którym wyświetlisz zdjęcie sekundę po wyzwoleniu migawki, nie zgrasz tych zdjęć zaraz po sesji. Tu po prostu nie ma cyfrowej matrycy. Jest za to materiał światłoczuły – Żeby móc zrobić zdjęcia musisz mieć film, ale do tego przejdziemy za chwilę.

*Choć wiele osób kojarzy fotografię analogową z prześwietleniami, dużym ziarnem i losowymi kolorami to nie jest to do końca prawda – taki efekt dają głównie przeterminowane filmy lub też takie, które są specjalnie przeznaczone do „lomo fotografii”. Fotografia analogowa i dobre materiały światłoczułe potrafią zawstydzić niejedną cyfrową lustrzankę – dlatego też w czasach kiedy już były dostępne lustrzanki cyfrowe analogi wciąż miały się dość dobrze. 

Canon, Nikon, Zenit – jaką analogową lustrzankę wybrać na początek?

Najpierw wybierzmy odpowiedni model dla Ciebie. Nie kupisz już raczej żadnej nowej analogowej lustrzanki – o ile dobrze się orientuję to ostatnim modelem, który był sprzedawany był Canon EOS 1V (jeśli się mylę to proszę popraw mnie w komentarzu). Lustrzanka ta miała swoją premierę w 2000 roku, a ostatni egzemplarz opuścił sklepową półkę w 2018 roku. Udany model! Skupię się więc na rynku wtórnym i popularnych serwisach ogłoszeniowych i aukcyjnych.

Zacznijmy może od tego, czego nie polecam. Unikałbym radzieckich konstrukcji jak Zenit, bo są to aparaty dość wymagające i ciężko już trafić sprawny egzemplarz. Obiektywy od nich są świetne, ale same korpusy… nie. Jeśli masz już jakiś system cyfrowy to moim zdaniem najlepszym wyborem jest kupienie analoga w tym samym systemie. Tak – większość dzisiejszych lustrzanek ma swoje korzenie jeszcze w czasach filmów! Przykładem może być seria EOS od Canona.

Analogowy Canon EOS 300 z współczesnym obiektywem Canon 50mm 1.8 STM

Jeśli śledzisz bloga to wiesz, że ja jestem użytkownikiem sprzętu japończyków i mam też do niego kilka obiektywów. Naturalnie więc swój wzrok skierowałem w stronę analogowego Canona, a dokładniej modelu EOS 300. Ma on taki sam bagnet jak moje cyfrowe lustrzanki, dzięki czemu wszystkie moje obiektywy będą z nim bezproblemowo współpracować*. Przy pomocy taniego adaptera (ok 10zł) możesz także do niego podłączyć obiektywy z gwintem M42 (np. Heliosa, o którym pisałem tutaj: link). Jeśli masz Nikona to rozejrzyj się za aparatem, do którego również będziesz mógł podpiąć posiadane już obiektywy. Może to być np. Nikon F55, który również można dostać za niewielką sumę. Niestety posiadacze bezlusterkowców nie będą zadowoleni, ponieważ nie podepną oni swoich natywnych szkieł do tego typu lustrzanek, choć obiektywy z analoga podepną za pomocą adaptera do swojego bezlusterkowca – więc jest to też jakieś rozwiązanie. Jeśli zastanawiasz się, jakie obiektywy podepniesz do swojego aparatu, a jakich nie – to zerknij koniecznie na ten wpis: link.

*Muszą to być obiektywy przeznaczone do pełnej klatki – w innym razie możliwe, że uszkodzisz lustro lub na zdjęciach pojawi się spora winieta. 

Canon 300 + Helios 44-2 + Fujifilm c200 (Autor: Kamil Jarosh)

Canon EOS 300 – dobry start w fotografii analogowej

Jak wcześniej wspomniałem, szukając analogowego aparatu zdecydowałem się na Canona 300. No i pewnie zastanawiasz się dlaczego on jest srebrny – tego nie wiem. Chyba była taka moda. Jednak jeśli zapytasz dlaczego akurat wybrałem ten model to jestem Ci w stanie udzielić odpowiedzi. Odpowiedź jest zaskakująco prosta – wybrałem go dlatego, że znalazłem go na jednym z portali ogłoszeniowych za 50zł! No i ok… może nie jest to egzemplarz trzymany przez Niemca pod kocem, ale nie wygląda też najgorzej i, co najważniejsze, jest w pełni sprawny. W tej cenie postanowiłem, że nie będę wybrzydzać i narzekać na drobne rysy lakieru (wtedy) niemal 20-letniego aparatu. Był do odbioru dwa kilometry od mojego mieszkania, więc nie musiałem nawet płacić za wysyłkę. Do dziś myślę, że był to udany interes!

Porównanie rozmiaru pełnoklatkowych lustrzanek – w lewym narożniku cyfrowy Canon 5D mkIII, w prawym analogowy Canon 300! Widać dość dokładnie o ile mniejszy jest aparat na film.

Model ten pojawił się w kwietniu 1999 roku i był następcą bardzo popularnego EOSa 500N. Mój EOS 300 (nazywany tez Kiss III, Rebel 2000) miał być bardzo małym, kompaktowym, lekkim i bogato wyposażonym aparatem skierowanym głównie do amatorów fotografii. Co ciekawe, względem swojego starszego brata “trzysetka” miała lepszy pomiar światła, współprace z fleszem i zupełnie nowy system autofocusa z aż siedmioma punktami! Tak, ten aparat ma automatyczne ustawianie ostrości i nawet na dzisiejsze standardy działa ono dość szybko i sprawnie. Według artykułu z numeru 5 Fotokuriera z 1999 roku, szybkość AF dorównywała półprofesjonalnemu i zdecydowanie droższemu modelowi 50E. Na tle konkurencji Canon EOS 300 wyglądał naprawdę ciekawie i nic dziwnego, że odniósł duży sukces na rynku – dzięki czemu dziś tych aparatów jest naprawdę sporo i można je kupić w bardzo przyzwoitych cenach.

Nie popełnij mojego błędu – kup gripa!

Czy ma jakieś minusy? Na pewno nie jest to super zaawansowane body, ale rekompensuje to cena – więc ostatecznie uznałbym to raczej za zaletę niż wadę. Profesjonalne analogi do dziś potrafią kosztować sporo i za przytoczonego już EOSa 1V przyjdzie zapłacić około 2500zł. Trzysetka kosztowała mnie jednego Kazimierza III Wielkiego, więc jak za pełną klatkę to naprawdę nieźle! Jedynie jako wadę uznałbym system zasilania, czyli baterię CR2. Cóż, nie są one najtańsze – w sklepie stacjonarnym to od 15/20zł za sztukę. Oczywiście taniej będzie przez internet, ale wtedy trzeba doliczyć koszty wysyłki. Nie są one też aż tak popularne jak choćby baterie AA i w przypadku kiedy się rozładuje podczas sesji, a nie będziesz mieć zapasu, to będzie oznaczać koniec sesji – takiej baterii nie kupisz w najbliższym kiosku. Rozwiązaniem tego problemu jest grip, w tym przypadku BP-200, którego dokupiłem za 150zł*. Ok, zwiększyłem wartość aparatu do 200zł, ale dzięki temu mogę używać zwykłych „paluszków”. Sam korzystam z akumulatorków wielokrotnego ładowania, których i tak wykorzystuję m.in. do lamp błyskowych. Grip ten też znacznie poprawił chwyt i jestem naprawdę zadowolony z tego zakupu. Problem rozwiązany, a aparat zyskał dodatkowe supermoce!

*(Jeśli trafisz na ofertę z gripem to nie zastanawiaj się! Są one sporym rarytasem i często łatwiej i taniej kupić komplet niż kompletowanie obu elementów osobno) 

Canon EOS 300 z przypiętym gripem BP-200 i bez niego.

Analogowy, pełnoklatkowy aparat dla amatora – czy to dobry pomysł?

Zdecydowanie tak! W czasach cyfrówek i coraz większych kart pamięci czasami zapominamy o wielu ważnych aspektach fotografii. Zdarzało się, że łapałem się na tym, że naciskam spust migawki i myślałem „a później coś wybiorę i najwyżej przekadruję/poprawię”. W przypadku aparatu analogowego nie jest tak łatwo. Tu każda klatka to realne pieniądze, więc przed naciśnięciem spustu migawki warto chwilę dłużej pomyśleć i zastanowić się, czy aby na pewno tak to zdjęcie ma wyglądać. Legenda polskiej fotografii, Tadeusz Rolke, idzie nawet o krok dalej i poleca zaczynanie przygody z fotografią od aparatu analogowego, a potem przejście na cyfrowy. Mistrz często powtarza, że w fotografii najważniejsze jest skupienie i jego zdaniem film uczy skupienia… a ja się z nim zgadzam – choć przyznaję, że nie jestem przekonany do tego, czy aby na pewno zaczynanie fotografowania od analoga jest dobrym pomysłem. Wydaje mi się, że podstaw łatwiej nauczyć się na cyfrze, a szlifować swoje umiejętności na analogu.

Canon EOS 300 + Canon EF 28-135 mm f/3.5-5.6 + Kodak ColorPlus 200. (Autor: Marta Wysocka)

Czy analogi oferują dobrą jakość zdjęć?

To nie jest proste pytanie i będzie to zależeć od kilu czynników. Zacznijmy od wyboru filmu. Popularne klisze dzielą się na kilka kategorii. Po pierwsze musisz wybrać odpowiedni rozmiar, jeśli szukasz filmu do lustrzanki analogowej to powinieneś szukać takiego z oznaczeniem 35mm lub też 135mm (czasami możesz spotkać się również z określeniem „film małoobrazkowy”). Kolejną rzeczą powinno być wybranie ilości klatek – przeważnie jest to 24 lub 36 klatek. Jeśli już znajdziesz odpowiedni rozmiar filmu i jego długość to musisz zdecydować, czy chcesz fotografować w kolorze czy może czarno-bieli? Na etapie wyboru filmu musisz też zdecydować, jaka czułość ISO będzie Ci potrzebna (o tym, czym jest ISO przeczytasz tutaj: link). Trochę uproszczę, ale w przypadku aparatów analogowych nie jest możliwe zmienianie czułości przy każdym zdjęciu tak jak możesz to robić w cyfrówce. W przypadku analoga zakładasz film o określonej czułości i masz do wykorzystania te 24/36 klatek.

Canon 300 + Canon EF 50mm 1.4 + Fujifilm c200 (Autor: Kamil Jarosh)

Jaki film (kliszę) wybrać? Co polecasz?

To bardzo indywidualna sprawa. Dziś wybór filmów jest ogromny i każdy z nich ma swoje unikatowe cechy. Najlepiej jest po prostu przeglądać w internecie sample filmu, który Cię interesuje – jest też trochę forów i grup, gdzie ludzie wymieniają się swoim doświadczeniem i można również je śledzić. Jeśli nigdy nie miałeś styczności z analogami to myślę, że możesz zainteresować się tańszymi filmami jak na przykład czarno-biały Ilford PAN 400. Sam bardzo lubię film Ilford HP5 (ISO 400), który tez nie jest przesadnie drogi, a ma sporą rozpiętość tonalną i ładne klasyczne ziarno. Z kolorowych najtańszymi filmami są prawdopodobnie Kodak ColorPlus 200 lub też Fujicolor C200. Tu możemy dojść do pewnej ogólnej zasady – filmy Kodaka mają dość ciepłe kolory, wpadają w żółcienie, Fuji są zimniejsze trochę zieleńsze.

Symulacja różnicy w kolorach: (przesuń suwak lewo/prawo)

 

Myślę, że można nieco dopłacić do Kodak Gold – jest dość ostry, ma ładne kolory i drobne ziarno. Którekolwiek z tych filmów wybierzesz, będzie one dobre na start i pozwolą Ci postawić pierwsze kroki w fotografii analogowej. Z czasem na pewno zainteresujesz się też innymi materiałami światłoczułymi i znajdziesz swoje ulubione.

Naświetlona klisza – gdzie ją wywołać i zeskanować?

No dobra, zrobiłeś już te 36 zdjęć i chcesz zobaczyć efekty swojej pracy. Musisz więc ją wywołać i o ile wiesz jak i masz do tego odpowiednią chemię oraz warunki możesz to zrobić sam. Zakładam jednak, że nie chcesz tego robić… Musisz więc poszukać kogoś, kto się na tym zna i zrobi to dobrze. Sam kilka razy próbowałem znaleźć kogoś w swoim mieście albo jakiejś miejscowości w okolicy i są wciąż zakłady fotograficzne, które zajmują się wywoływaniem filmów… ale jest zawsze jakieś ale. Próbowałem kilka razy i albo dostawałem porysowany film, albo z jakimiś paprochami. No ręce opadają. Do tego skany potrafiły być jakości tak złej, że można by pomyśleć, że zdjęcie było robione komórką z początku milenium. Wierzcie mi, że to może mocno zniechęcić…

Przykład fatalnie zeskanowanej klatki filmu. Był on “robiony na szybko” bez wcześniejszego wysuszenia materiału. Przez to widać rozmazane krople wody na zdjęciu.

Warto więc zlecić to komuś, kto faktycznie się na tym zna i robi to dobrze. Jednym z takich zakładów jest jak np. Jasna Ciemnia*. „Wywołujemy i skanujemy jak dla siebie” w tym przypadku nie jest pustym sloganem reklamowym, a faktem. Filmy dobrze wywołane, ładnie pocięte i nieoceniona pomoc Kamila, który prócz tego, że jest ekspertem i maniakiem – jest też świetnym człowiekiem! Jeśli chcesz używać tych zdjęć np. na swojej stronie albo też profilach w mediach społecznościowych to warto też zlecić przy okazji skan filmów**. Możesz to oczywiście zlecić Jasnej Ciemni, i polecam takie rozwiązanie, ale jeśli decydujesz się na skan u lokalnego fotografa to podstawową rzeczą, o jaką powinieneś zapytać jest to, czy będą to skany do plików .tiff, czy też .jpg. Ten pierwszy jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem bo oferuje więcej informacji i można na nim jeszcze pracować, jak już wiesz z wcześniejszych wpisów (np. tego: link i tego: link), .jpg jest plikiem wywołanym i praca na nim jest mocno ograniczona.

Analogowa fotografia potrafi więcej nauczyć - zwalnia cały proces fotografowania i pozwala bardziej skupiać się na kadrze przed wciśnięciem spustu migawki. To kompletnie potrafi zmienić podejście i jest genialnym treningiem. No i nie trzeba tu aparatu za dziesiątki tysięcy - wystarczy taki za kilkadziesiąt złotych jak analogowe Canony z serii EOS, czy Nikony F, do których można też podpiąć obiektywy z cyfrowej lustrzanki. Utarło się, że cyfra jest lepsza, że daje lepszą jakość, ale nie jest to do końca prawda. Dobre opracowanie filmu fotograficznego pozwala uzyskać zaskakujące efekty!

Kamil Jarosh / Jasna Ciemnia

* Minusem jest na pewno to, że muszę (musisz?) je wysyłać – ale w dzisiejszym świecie nie jest to też aż tak duży problem. Przy kilku rolkach koszty wysyłki przestają mieć znaczenie.
**Możesz też zeskanować filmy specjalnym skanerem, lub lustrzanką cyfrową ze specjalną przystawką. Jednak efekty będą zauważalnie odbiegać od tego, co można osiągnąć profesjonalnym skanerem.

Klasyczny aparat fotograficzny we współczesnym świecie

Czy warto kupić aparat analogowy dziś? Zdecydowanie! I myślę nawet, że jutro też będzie warto! To kompletnie inne aparaty od tych, do których już przywykliśmy. Dzięki spowolnieniu całego procesu uczą cierpliwości oraz dopracowywania kadru już na etapie przykładania wizjera do oka. Dodatkowo dają ten klasyczny, niepowtarzalny wygląd i nie mówię tu tylko o ziarnie czy pięknych kolorach, ale również o tym magicznym czymś, czego nie da się do końca określić. Na pewno zaletą jest też to, że dziś dobry sprzęt jest relatywnie tani – możesz po prostu spróbować nie wydając miliona złotych monet.

Podobał Ci się ten wpis? Zajrzyj do innych!

Jeśli podobał Ci się ten artykuł to koniecznie zobacz też inne wpisy (link). Żeby być na bieżąco polub mój profil na Facebooku (link), albo zostaw followa na Instagramie! (link). Zapisz się też do facebookowej grupy [Szkoła Fotografii] (link) gdzie staram się pomóc ze wszystkimi fotograficznymi problemami.