[Sprzęt] Pełna i niepełna klatka

Wojna… wyniszczająca, trwająca latami. Wojna na megapixele. Wojna, która nie miała sensu. W świecie reklamy to rozdzielczość matrycy wygrała i zdominowała. Wywołała spustoszenie i ugruntowała przekonanie, że liczą się tylko megapixele…

Pokonani odeszli w cień… Zapomniana przez sprzedawców i marketingowców – fizyczna wielkość matrycy – czy wciąż ma znaczenie? Czy każdy szanujący się fotograf powinien wiedzieć czym jest full frame, a czym jest crop? Myślę, że tak!

Nie będę tu przedstawiał zalet i wad obu rozmiarów tych matryc. Na to jeszcze przyjdzie czas…

Dawno, dawno temu…

…fotografowie używali szklanych płytek pokrytych materiałem światłoczułym. Nie było to jednak najwygodniejsze rozwiązanie. Na początku XX wieku pojawił się film negatywowy – czyli nic innego jak używane do dziś “klisze”. Miał on różnie rozmiary, jednak standardem stał się format 35mm. Filmy analogowe zyskiwały coraz większą popularność i zaczęły być wykorzystywane przez fotografów na całym świecie. Używali ich nie tylko amatorzy, ale i profesjonaliści… 

Słowo klucz: wielkość matrycy

Tak, to cała różnica. Wszystko w temacie. Proste? Proste! Jeszcze raz podkreślę – chodzi o fizyczną wielkość, nie o ilość megapikseli. Zresztą, różnicę w wielkości zobaczysz gołym okiem – zwróć uwagę na wielkość lustra, za którym kryje się matryca:

(przesuń suwak w lewo lub prawo)

# Full Frame – Pełna klatka (FF/Fx)

Skąd wzięła się ta nazwa? Pełna klatka to nic innego jak określenie na aparaty posiadające matryceę o fizycznych wymiarach dokładnie takich samych, jakie miała klatka na filmie 35mm. 

(przesuń suwak w lewo lub prawo)

# CROP – Niepełna klatka (APS-C/Dx)

Jeśli pełna klatka pokrywa się z wymiarem klatki 35mm, to logicznym jest, że niepełna klatka jej nie pokrywa. Czyli Crop to mniejsza matryca – swego rodzaju wycinek pełnej klatki – i o tyle, o ile FF ma zawsze jeden rozmiar, to w przypadku APS-C nie jest tak lekko. To dość duży wór, do którego (niemal) każdy producent wrzucił swój własny rozmiar (a Canon nawet dwa). Przez co jest ich… bardzo dużo i nie ma sensu się na tym skupiać. 

Historii ciąg dalszy…

Lustrzanki cyfrowe na masową skalę zaczęły pojawiać się w okolicach początków drugiego milenium. Na drodze producentów stanęły przeszkody technologiczne – nie byli oni w stanie stworzyć matrycy, która pokrywałaby wymiarami klatkę filmu. Stworzyli więc mniejszą matrycę. Fotografowie zaczęli przesiadać się na cyfrowy sprzęt, a film 35mm zaczął powoli odchodzić do lamusa – jednak nie do końca. Spora część fotografów wciąż używała analogów ze względu na większą powierzchnię materiału światłoczułego (co ma kilka zalet, o których opowiem w innym wpisie). Sprawy zmieniły się na początku XXI wieku. Pierwsza konsumencka cyfrowa pełna klatka pojawiła się w 2002 roku. Był to profesjonalny Canon 1DS, który jednak skutecznie odstraszał swoją ceną – nawet sporą część profesjonalistów. Pierwszą przystępną cenowo lustrzanką z taką matrycą był Canon 5D. To właśnie ten aparat wywołał istną rewolucję na rynku. Większa matryca dawała dużo lepszą jakość obrazka i mniejsze szumy przy wysokim ISO niż aparaty z mniejszymi matrycami. Analogi zaczęły być zastępowane cyfrowymi pełnymi klatkami.

Pełna, czy niepełna? Oto jest pytanie!

Który typ matrycy jest lepszy? To też proste – żaden. Obie te matryce mają zalety – obie też mają wady. Nie zmieszczę tego wszystkiego w jednym wpisie, napiszę na ten temat kolejne. Rozwój technologiczny jest dziś tak szybki, że granice między pełną i niepełną klatką coraz bardziej się zacierają. 

Aparaty pełnoklatkowe są przeznaczone głównie dla profesjonalistów i zaawansowanych amatorów – osób, które wiedzą już, o co chodzi i co może im dać większy sensor (choć na pewno są wyjątki). Produkcja mniejszej matrycy wciąż jest tańsza, dlatego te aparaty są wyraźnie tańsze. Co za tym idzie, częściej wybierane przez amatorów i początkujących (choć i tu oczywiście są wyjątki).

Czy musisz mieć pełną klatkę?

Nie. Spora część początkujących fotografów zrzuca winę za swoje niepowodzenia na sprzęt, którym fotografują. Wiem, bo sam to robiłem. Jak to mówią “złej baletnicy, przeszkadza i rąbek u spódnicy”… Jednak wtedy sobie z tego nie zdawałem sprawy. Pojawiło się we mnie błędne przekonanie, że sprzęt z najwyższej półki odmieni kompletnie fotografie. Pożyczyłem jeden z topowych pełnoklatkowych modeli i… nic takiego się nie stało. Nie stałem się nagle legendą fotografii. 

Do czego zmierzam? Chce Ci powiedzieć, to czego nikt mi nie powiedział wtedy. Spora część fotografów widzi w pełnej klatce swój cel, przeznaczenie. To błędna droga. Chodzi o to, że dobre zdjęcie można zrobić za pomocą (dosłownie) dowolnego aparatu. Najważniejsza nie jest matryca jakiej użyto – a temat, to, co to zdjęcie przedstawia. 

Tak to wszystko to duże uproszczenie – do tego tematu będę na pewno niejednokrotnie jeszcze wracać. 

a co z megapixelami? 

No właśnie nic! Przynajmniej jeśli nie drukujesz fototapet. Megapixele stały się marketingowym magnesem i zaczęły być (błędnie) postrzegane jako wyznacznik profesjonalnego sprzętu. Większa rozdzielczość zdjęcia może Ci się przydać, kiedy będziesz chciał wydrukować bilbord (lub gdy mocno przekadrujesz zdjęcie – tego staraj się unikać). Uwierz mi, że będąc na początku fotograficznej drogi nie zauważysz różnicy między 10, 24 czy nawet 50 megapikselową matrycą… Po prostu się specjalnie nimi nie przejmuj.

Zostaw lajka, daj followa

To by było na tyle. Jeśli masz jakieś uwagi czy pytania to podziel się nimi w komentarzu. Nie zapomnij polubić mnie na Facebooku (link), zostawić followa na Instagramie! (link). Zapisz się też do facebookowej grupy [Szkoła Fotografii] (link) i zerknij na inne wpisy (link) 🙂