[Sprzęt] Helios – obiektyw z duszą za grosze

W życiu każdego fotografa przychodzi taki moment, że zaczyna szukać obiektywu, który otworzy przed nim nowe możliwości. Najczęściej wtedy następuje brutalne zderzenie z rzeczywistością – to nie są tanie sprzęty. Jednak gdzieś na horyzoncie można dostrzec dość ciekawą, tanią alternatywę. Obiektywy M42, a szczególnie jeden – Helios.

Przyznam się bez bicia – to jedno z moich ulubionych szkiełek! To ono pozwoliło mi wejść głębiej w świat fotografii. Ale zacznijmy od początku…

Co to M42?

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, istniały aparaty analogowe. W tych pradawnych czasach jednym ze standardowych mocowań obiektywów było właśnie M42. Bagnet ten opracowano w 1938 r. w zakładach Carl Zeiss w Jenie. Idea jest prosta jak śruba – obiektyw z gwintem wkręca się w nakrętkę korpusu, dokładnie tak samo, jak wkręca się śrubę. Często M42 zapisuje się jako 44mmX1, tak – dokładnie tak samo jak zapisuje się gwinty śrub. Mocowanie to było niezwykle popularne. Znaleźć je można było setkach aparatów najróżniejszych producentów od Ricoha czy Pentaxa po rosyjskiego Zenita.

Tutaj właśnie pojawia się po raz pierwszy Helios, czyli obiektyw produkowany przez Zenita w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, w czasach słusznie minionych. Było to standardowe (lub jak dziś się mówi “kitowe”) szkło do korpusów rosyjskiego producenta. Konstrukcja Heliosa jest niczym innym jak podróbką słoika Carla Zeiss’a – Biotar 58 mm f/2. Po drugiej wojnie światowej fabryki Zeissa wpadły w ręce Rosjan, a wraz z nią schematy i plany Zeissowskich obiektywów. Proletariusze wszystkich krajów komunistycznego bloku zakasali rękawy i zaczęli produkować kopię Biotara na masową skalę.

DZIAŁANIE autofocu…czego?

Jeśli zacząłeś zastanawiać się jak szybki jest autofocus w tym obiektywie – muszę Cię już w tym miejscu rozczarować. To szkło zostało opracowane w… latach 20. XX wieku. W tamtych czasach nikt nawet nie myślał o automatycznym ustawianiu ostrości. Tu wszystko musisz zrobić sam, własnymi rękoma. Dlatego też ten obiektyw nosi miano manualnego.

Jak żyć?

Pewnie teraz zastanawiasz się po co to komu… W XXI wieku obiektyw bez elektroniki? Ostrość trzeba ustawiać manualnie, przysłonę zresztą też… To, że jest to w 100% manualne szkiełko, to moim zdaniem jedna z jego zalet! Więc czy jest do dobry wybór dla początkującego fotografa? O tak, zdecydowanie! Dlaczego? Bo to naprawdę świetny nauczyciel.

Jestem pewny, że tak prosty obiektyw pozwoli Ci lepiej zrozumieć fotografię. We współczesnych słoikach wszystko dzieje się samo, większość ludzi nawet nie wie, co tam się dzieje po naciśnięciu na spust migawki. Manual pozwoli Ci odkryć na przykład to, jak działa przysłona, co ona zmienia. Chwilę zajmie Ci ostrzenie, więc myślę, że i bardziej skupisz się na kompozycji kadru – serio mam szczerą nadzieję, że nie będą to sobie ot takie zwykłe pstryki, a choć minimalnie przemyślane fotografie! Ja swojemu Heliosowi jestem bardzo wdzięczy właśnie za tę lekcję. No i muszę Ci powiedzieć w tajemnicy, że po ustawieniu tego wszystkiego i zrobieniu zdjęcia – satysfakcja jest dużo, dużo większa! 

 Więc jeśli poważniej myślisz o fotografii – nie zadawaj zbyt wielu pytań, tylko bierz się do roboty!

Boookkeehhhhh!!!!!

Może rozczaruję Cię jeszcze bardziej, ale to szkiełko nie ma “zooma”. Jest to obiektyw stałoogniskowy, co znaczy, że do dyspozycji mamy tylko jedną ogniskową – w tym przypadku jest to 58mm. Jednak nie martw się, Twoje nogi to świetny zoom! Wiem, co mówię!

Dzięki takiemu rozwiązaniu obiektyw ten jest jasny. Znaczy to tyle, że możesz otworzyć przysłonę do niższych wartości i wpuścić więcej światła na matrycę (czy też film) aparatu. To z kolei da Ci możliwość robienia zdjęć w ciemniejszych warunkach… i co najważniejsze, piękny bokeh – czyli mówiąc prościej, pięknie rozmazane tło! Więcej o przysłonie możesz przeczytać w tym wpisie o przysłonie (klik)

Dla przykładu porównam Heliosa i współczesny obiektyw kitowy. Przy zbliżonej ogniskowej przysłonę kitowca można otworzyć maksymalnie do wartości f/5.6 – Heliosa można otworzyć do f/2. To ogromna różnica! Żeby Ci to lepiej to zobrazować użyłem strony dofsimulator.net (polecam się pobawić). Grafika po lewej stronie symuluje w pełni otwartego Heliosa, po prawej kitowiec o zbliżonej ogniskowej również z maksymalnie otwartą przysłoną.

(przesuń suwak w lewo lub prawo)

Czy ten obrazek wymaga komentarza? Wydaje mi się, że nie! Dzięki jasnym obiektywom uzyskasz płytką głębię ostrości, która tak bardzo cieszy oko 😀

Helios ma tę zaletę, że rozmywa tło w sposób absolutnie niezwykły! Jego bokeh jest specyficzny, charakterystyczny, niepowtarzalny – po prostu jedyny w swoim rodzaju! Właśnie za to go kocham!  Zresztą, co będę wiele gadać, zobacz sam:

Te zdjęcia zrobiłem na potrzeby tego wpisu, w moim małym (nieciekawym) ogródku. Nie stosowałem przy tym żadnych photoshopowych tricków czy czarnej magii. Wszystko, co widzisz, to efekt, który wyprodukował Helios podłączony pod cyfrową lustrzankę. To szkło po prostu robi czary! Sprawił, że mój ogród stał się magicznym miejscem.

Pisząc ten wpis uświadomiłem sobie, że nie mogę wstawić żadnych portretów nim zrobionych (#rodo)- jednak, jak tylko zrobię nowe, od razu zaktualizuję ten wpis!

gdzie jest haczyk?

No dobra, świat nie jest idealny i w przypadku Heliosów też jest jedno drobne ale… nawet kilka alów…

Trzeba uczciwie przyznać, że nie jest to idealnie optycznie szkło. Pełną ostrość osiąga w centrum kadru, rogi często nie powalają jakością. Dodatkowo łapie flary, świetlne bliki – (jak choćby na pierwszym zdjęciu powyżej). Potraktuj te wady jako wyzwanie, postaraj się je kreatywnie wykorzystać – zmień je w zalety! Wystarczy, że poznasz ten obiektyw i będziesz wiedział jak osiągnąć pożądane efekty. Takie flary czy drobne nieostrości dodają klimatu zdjęciom.

Musisz wiedzieć, że nie ma dwóch identycznych egzemplarzy. Każdy jest inny, dosłownie. To nieco utrudnia poszukiwania własnego egzemplarza… Przez moje ręce przewinęło się już kilkanaście sztuk i niemal każdy dawał inny obrazek. Różnice czasem są drastyczne: jedna sztuka może być niezwykle ostra i dawać piękne kontrasty, kolory – druga może być kompletnie nieostra i mydlana… Oczywiście rozbieżności jakościowe nie muszą być aż tak ekstremalne… Zresztą zobacz sam. Te dwa zdjęcia zrobiłem dwoma Heliosami – w tym samym miejscu i czasie, na takich samych parametrach. Rozbieżności w kolorach i bokehu widać gołym okiem.

(przesuń suwak w lewo lub prawo)
*starałem się, żeby kadry były jak najbardziej zbliżone – wiem, że minimalnie nie wyszło…

Z czego to wynika? W fabrykach na terenach ZSRR nie wylewano za kołnierz napojów wyskokowych, co miało znaczący wpływ na jakość pracy w fabrykach. Jednak nie zawsze wynikało to z ilości promili w organizmach robotników. W czasach kryzysu używano gorszej jakości materiałów, co oczywiście przekładało się na jakość… Pracownicy też niezbyt przejmowali się swoją pracą, w końcu robili te obiektywy masowo – że jakaś seria się nie udała, cóż tak bywa. Jeśli więc wykopałeś ze strychu niezwykle nieostrą (wręcz mydlaną) sztukę – pewnie robili ją na ostrym kacu w czasach największego kryzysu. Nie zapomnij za nich wypić kolejki!

Jeśli chciałbyś kupić taki obiektyw to koniecznie poproś sprzedającego o przykładowe zdjęcia – lub podepnij takiego Heliosa pod swój aparat i sam zrób ich kilka. Tylko tak możesz ocenić, jaki daje obrazek, jaki ma bokeh, kolory czy ostrość. Innej metody po prostu nie ma…

Helios niejedno ma imię

Oczywiście przez lata konstrukcja Zeiss’a była udoskonalana i modyfikowana przez radzieckich inżynierów. Powstawały kolejne modele: 44, 44-2, 44-3, 44-4 i tak dalej, aż do 44-7. Niektóre mają powłoki MC (przeciwodblaskowe), inne nie… Czym one się różnią? Może kiedyś postaram się stworzyć kompendium wiedzy o modelach Heliosów i ich poszczególnych podgatunkach, jednak jeszcze nie teraz. Teraz przedstawię Ci to inaczej.

Osobiście jestem fanem dwóch modeli: 44-2 i 44-3 Belomo. Moim zdaniem oba dają ciekawe efekty. 44-2 to klasyk, dobry egzemplarz, potrafi stworzyć bajkowe zdjęcie. Jednak moim faworytem jest właśnie ten drugi, 44-3. Wielu uważa, że to najlepszy Helios jaki powstał. Seria jest bardzo równa – w swoich rękach miałem już kilka sztuk tego modelu i przyznam szczerze, że nie zauważyłem różnic pomiędzy zdjęciami z różnych egzemplarzy.

Belomo było białoruską fabryką, której produkty cechowały się lepszym wykonaniem i zdecydowanie lepszą jakością. Produkowali oczywiście różne modele – jednak wszystkie są nieco droższe od ich odpowiedników ze zwykłych fabryk. Właśnie… nie jest to już aż tak tani wybór. Zwykłe 44-2 lub równie popularne 44-4 można kupić za około 50-150zł. W przypadku produktów od Belomo* to dużo większy wydatek, Twój portfel zostanie uszczuplony o minimum 250zł – egzemplarze w idealnym stanie mogą być jeszcze droższe.

Czy warto dopłacać do Belomo? Jeśli dopiero zaczynasz i ma to być Twój pierwszy obiektyw manualny – to myślę, że nie. W takim wypadku lepiej znaleźć dobry egzemplarz modelu 44-2 i sprawdzić, czy w ogóle zabawa manualem jest dla Ciebie. Jeśli jednak już miałeś kontakt z takimi szkłami i lubisz je – kup sobie Belomo, to będą dobrze wydane pieniądze.

Helios 44-2 i 44-3 Belomo

Co jest ciekawe i przydatne to to, że w przypadku Heliosów łatwo odczytać datę produkcji. Jeśli chcesz to zrobić, to musisz spojrzeć na numer seryjny – pierwsze dwie cyfry oznaczają rok powstania danego egzemplarza. Dla przykładu Helios z numerem rozpoczynającym się od 91XXXX będzie pochodził z 1991 roku, szkło z numerem 78XXXX powstało w 1978 roku. Zdarzają się również egzemplarze, których numery zaczynają się od 0 lub 00. Nie znaczy to, że powstały one w pierwszych miesiącach życia Jezusa. 00XXXX to obiektywy wyprodukowane dla zasłużonych działaczy partyjnych. Natomiast 0XXXX to słoiki przeznaczone dla nieco niższych rangą, czyli wyżej postawionych pracowników i dobrych znajomych organów partyjnych. Można powiedzieć, że obie serie są w pewnym sensie specjalne, lepiej wykonane.

Wokół Heliosów narosło wiele legend i mitów. W internecie często można spotkać się z opinią, że wersje “krajowe” (z nazwą pisaną cyrylicą – Гелиос), są gorsze od wersji “eksportowych” (z nazwą pisaną normalnymi literami) – nie ma to pokrycia z prawdą. W fabryce nie miało to większego znaczenia, obie posiadają takie same wady i w obu “seriach” znajdziesz sztuki świetnie i słabe… Ważniejsze jest to, czy obiektyw był robiony na poniedziałkowym kacu, czy w czasie rozkwitu gospodarczego (sic!). Gdyby wersje z napisem Гелиос na przedzie były faktycznie tak słabe – to produkty od Belomo nie mogłoby być najlepsze! Na nich zawsze znajdziemy zapis cyrylicą.

*Jeśli cena Cię nie odstraszyła i jesteś zainteresowany Heliosem 44-3 od Belomo to koniecznie zwróć uwagę na rok produkcji! Obiektywy sprzed 1987 roku mają nieco inną budowę (cofnięty pierścień ostrości) – przez to nie da się podpiąć go do adaptera. Ten problem występuje tylko w 44-3 Belomo z numerem seryjnym rozpoczynającym się od 86 i 85. Problemy z niektórymi adapterami ma również 44-2 od Belomo. Niestety nie ma na to reguły.

Ale ja mam inny bagnet!

Nie dziwi mnie to – M42 wyszło z użytku ładnych parę lat temu. Jednak nie ma większych problemów z dostępnością adapterów, dzięki którym podepniesz taki obiektyw pod niemal każdy system. Adaptery takie nie są zbyt drogie, a szczególnie jeśli kupisz je na aliexpress (temu “chińskiemu allegro” również poświecę osobny wpis).

Jeśli masz Canona to nie ma zbyt wielkiego problemu. Od wyboru do koloru! Szczególne polecam adaptery z tak zwanym dandelionem. To specjalny chip, dzięki któremu aparat zasygnalizuje Ci, czy ostrość jest we właściwym miejscu – dokładnie tak samo, jak podczas pracy z systemowym szkłem. Ważne jest jednak, żebyś sprawdził czy chip jest kompatybilny z modelem Twojego aparatu. Takie informacje możesz znaleźć w opisie lub opiniach danej aukcji.

Helios 44-2 + adapter M42-Eos z chipem (dandelionem)

W najlepszej sytuacji są posiadacze bezlusterkowców – te aparaty często posiadają “focus peaking” i bez żadnego chipa na adapterze pokazują, gdzie znajduje się ostrość. Jeśli masz bezlusterkowca z taką funkcją – możesz kupić pierwszy lepszy adapter pasujący do mocowania adaptera. Najgorzej z kolei mają użytkownicy Nikona – aparaty te z obiektywami M42 nie ostrzą na nieskończoność. Czyli ostrość ustawimy maksymalnie na kilka (centy)metrów. Rozwiązaniem jest zastosowanie adaptera ze specjalną soczewką. Niestety dodatkowa tafla szkła wpływa niekorzystnie na jakość obrazka. Jednak takie rozwiązanie jest lepsze niż zmiana systemu – dlatego jeśli masz Nikona, to myślę, że warto żebyś kupił adapter z taką soczewką. (Można też go przerobić… ale to już wyższa szkoła jazdy).

Obiektywy M42 były przeznaczone dla analogowych lustrzanek, jednak bez obaw możesz stosować je z cyfrowymi odpowiednikami – radzą sobie równie dobrze. Nie ma znaczenia, czy posiadasz korpus pełnoklatkowy czy cropa – Helios będzie pasować do Twojego body.

Do czego można używać tego OBIEKTYWU? Dla kogo on jest?

Dla każdego! Myślę, że każdy fotograf powinien mieć w swojej torbie takiego Heliosa, również Ty! Otwiera on wiele drzwi i pozwala na kreatywną zabawę.

Brak autofocusa może nieco przeszkadzać w fotografii sportowej czy bardziej ruchliwych dzieci (ale nie jest to niemożliwe!). W każdym razie ten obiektyw świetnie sprawdzi się wszędzie tam, gdzie będziesz miał te kilka sekund na poprawne ustawienie ostrości. Tak więc zdjęcia martwej natury, detale czy nawet macro (o którym wkrótce osobny wpis), fotografia kulinarna czy portrety – to wszystko stoi przed Tobą otworem! Jeśli do tej pory nie korzystałeś z jasnego słoika, to myślę, że zaniemówisz po pierwszych kilku zdjęciach.

Zadowoleni z efektów będą również miłośnicy kręcenia wideo. Jeśli interesujesz się tym tematem to pewnie zauważyłeś, że te super-ekstra-profesjonalne obiektywy do filmów nie mają autofocusa, a kosztują tyle, co trzypokojowe mieszkanie w centrum Warszawy. Dlaczego tak jest? Bo w pracy filmowca automatyczne ustawianie ostrości jest zbędne (no chyba, że kręcisz vlogi – choć myślę, że i tu da się obejść bez tego). W swojej karierze spotkałem już kilka osób, które kręciły właśnie tym wynalazkiem radzieckiej inżynierii – a efekty były świetne. Wystarczy zresztą poszukać B-Rollów na Youtube 🙂

Możliwości jakie daje są naprawdę spore – a to wszystko tak na prawdę za grosze!

Namówiłeś mnie – Na co zwrócić uwagę przy zakupie?

Jeśli chodzi o Heliosy to nie masz co przejmować się ich stanem zewnętrznym. Obiektyw ten jest niczym karabin Kałasznikowa, jak czołg T34 – w pełni metalowy i trudny do zniszczenia. Typowo ruska myśl techniczna, “gniotsa nie łamiotsa”. Więc jeśli na obudowie są rysy, przetarcia czy braki w lakierze, nie masz czym się przejmować.

Najważniejsze jest to, co ma w środku, czyli szkło. Koniecznie zbadaj je z obu stron. Sprawdź, czy wewnątrz optyki nie ma śladów grzyba oraz czy soczewki nie są przesadnie porysowane. Małe ryski nie powinny mieć wpływu na jakość zdjęć – oczywiście im ich mniej tym lepiej, ale nie powinieneś też przesadnie panikować. Większym problemem mogą okazać się ślady grzyba i rysy głębokie. To przez nie zdjęcia mogą być nieostre.

Ważna jest też praca wszelkich pokręteł. Jeśli masz możliwość to po prostu pokręć wszystkimi pierścieniami, we wszystkie strony. Sprawdź czy chodzą gładko i cicho. Jeśli się zacinają, czy coś w środku trzeszczy i piszczy – lepiej poszukać innego egzemplarza. Ze względu na ceny Heliosów serwis i ich naprawa jest (w większości przypadków) nieopłacalna.

Podobał Ci się ten wpis?

To by było na tyle. Jeśli masz jakieś uwagi czy pytania to podziel się nimi w komentarzu. Nie zapomnij polubić mnie na Facebooku (link), zostawić followa na Instagramie! (link). Zapisz się też do facebookowej grupy [Szkoła Fotografii] (link) i zerknij na inne wpisy (link) 🙂